Ubieram podziurawioną folię którą nazywam "płachtą przeciwdeszczową ". Potrzebna jest mi, ponieważ nasz dach w kuchni, ma malutkie dziurki, i niestety przecieka. Gotuję resztki lnu i połykam prawie na jeden raz. Wychodzę na zewnątrz i patrzę na zboże, które zasiałam już trzy miesiące temu. Tak... Jest już prawie doszczętnie zniszczone... Oczywiście przez deszcz - cudowny prezent od Kapitolu...
Klnę pod nosem i idę na prawie drugi koniec dystryktu - do Lidii. Po drodze muszę przejść przez najbiedniejszą część Ósemki, później przez centrum, gdzie znajduję się mała jadłodajnia Lidii. Już pewnie tam siedzi. Czasem przychodzę tam po pracy i w przerwie. Teraz nie mam na to czasu ani ochoty. Idę dalej, i niedaleko centrum znajduję najbogatszą część dystryktu, a trochę dalej - Wioskę Zwycięzców. Jak na razie mieszka tam tylko Sonny, choć nie wygrała żadnych Igrzysk. Ja jednak zatrzymuję się w tej bogatszej części Ósemki, skręcam w boczną, wydeptaną przeze mnie, Lidię i Dannego, uliczkę. Tam spokojnie stoi nie duży, ale nie malutki (jak mój) domek.
Kiedy wchodzę do salonu, zastaję Dannego siedzącego na brązowym fotelu. Wygląda jak zawsze. Ma rozwichrzone blond włosy. Jak na jego chorobę jest chudy, ale postawny. Można nawet powiedzieć, że umięśniony. Patrzy na starą fotografię. To zdjęcie wnuczki Lidii - Leny. Jest w niej zakochany odkąd zaczęła do niego przychodzić, gdy ja i Lidia byłyśmy w pracy. Tak naprawdę, to tak rzadko wychodzi, że nie dziwię mu się. Jest bardzo przystojny. Gdyby nie był chory, pewnie nie mógłby się opędzić od dziewczyn... Ale jest chory, Abigail, i kropka. Często muszę sobie to przypominać...
-Hej Danny - witam się.
-Cześć Abigail -odpowiada uśmiechnięty.
-Co tam oglądasz? -pytam go.
-Aaa, to Lenka, jakoś długo już nie przychodzi. Wiesz może dlaczego? -pyta.
-Nie mam pojęcia, ale zapytam się Lidii -mówię.
-To dobrze, Abi -wraca wzrokiem do zdjęcia.
Lena bardzo lubi Dannego, ale nie jestem pewna, czy ona czuje do mojego brata coś więcej. Boję się, że któregoś dnia zrani jego uczucia, chociaż wątpię, bo jest tak miłą i pomocną dziewczyną, że kiedy Danny obsypuje ją komplementami, ona tylko śmieje się przyjaźnie, i dziękuje mu. Jest chyba moją rówieśniczką. Ma krótko ścięte, rude włosy i jaśniutką karnację. Ma wyraźne dołki w policzkach. Nie wiem o czym rozmawiają gdy są sami, bo Danny wstydzi mi się cokolwiek powiedzieć. Za to wiem od niego, że zawsze na pożegnanie, Lena całuje go w policzek.
-Wiesz że już jutro są dożynki? -pytam go.
-Tak? To tak szybko minęło? -pyta mnie.
-Tak. Czyli jutro spędzamy całyyyy dzień razem -mówię z uśmiechem, i siadam naprzeciwko niego, na drugim fotelu.
-To fajnie. Czyli już ostatni raz będę brał udział w losowaniu?
Niestety tak. Dwa dni temu, był u nas (u Lidii) mężczyzna, który miał ocenić, czy Danny jest w stanie brać udział w Igrzyskach. Porozmawiał z Dannym, i uznał, że nie ma żadnych przeciwwskazań. Tylko jednego roku nie brał udział w losowaniu. Był wtedy w stanie krytycznym i szoku, ponieważ w tamtym roku zginęli rodzice.
Mój brat nie pracuje. Dają nam pieniądze co miesiąc na jego utrzymanie. Tiaa... Parę groszy i że niby ma starczyć na jego leki, jedzenie, ubrania... Danny nie brał żadnych astragali. Ja brałam trzy. Dwa razy po śmierci rodziców. I raz, gdy prawie umarłam z głodu, jakieś trzy lata temu.
-Muszę już iść, więc trzymaj się. Wrócę wieczorem Danny. Aaa, i nie rób głupstw - żegnam się
-Dobrze Abigail, do zobaczenia -odpowiada.
Klepię go po ramieniu, całuję w policzek i wychodzę.
fajne opowiadanie, ciekawy pomysł
OdpowiedzUsuńciekawa jestem, jak się sytuacja rozwinie
(wybacz, jestem kiepska w pisaniu komentarzy)
Strasznie dziękuje za przeczytanie :)
UsuńJestem bardzo szczęśliwa :)
Czekam na twoje dalsze rozdziały... Oczywiście wszystkie czytam :)