Biegnę do domu Lidii niczym błyskawica. Mijam wychudzonych ludzi z twarzami zombie, ale i też bardzo ładne i łagodne twarze. My w Ósemce jesteśmy całkiem ładni (jakkolwiek to brzmi). Patrzę na malutką piekarnie z małymi babkami Pani Ticket, matki zeszłorocznego trybuta , który z resztą zginął przy rogu obfitości.
Gdy wreszcie staje przed drewnianymi dzwiami i już mam zapukać, słyszę krzyk. Odruchowo wywalam drzwi z zawiasów i wpadam do środka. Moim oczom ukazuje się Danny krzyczący i błagający na kolanach o coś Lidię.
-Ććććć - odruchowo uciszam Dannego i zniżam się do jego poziomu na podłodze - Co się stało? -staram przebić się przez głos Dannego i pytam Lidię.
-Powiedziałam mu że musi przygotować strój na jutrzejsze dożynki i zaczął mnie prosić na kolanach o to czy może nie pójść. - odpowiedziała Lidia jednocześnie głaskając Dannego i starając się go uciszyć.
-Danny, już w pożądku. - zwracam się już do Dannego i przytulając go staram się go uciszyć.
Po pieciu minutach udaję mi się go uspokoić i posadzić na fotelu. - Chcesz wody Danny? - pytam się go z zatroskaną miną.
Nie, ale nie możesz nic z tym zrobić??? - pyta mnie błagalnie.
Danny, wiesz że nic. - rozkładam ręce. - Ale jutro będziemy przecież cały dzień razem. - mówię łagodnie. - Pójdziemy na dwór, pospacerujemy i... nauczę cię robić robotki - dodaję już z szerokim uśmiechem.
Bo ty robisz takie piękne robótki - mówi Danny rozmarzony - nareszcie nauczę się robić takie jak ty!
Dobrze Danny, chcesz już iść spać? - pytam wstając na jednym kolanie.
Tak - mówi posłusznie i powoli wstaje.
Pomagam mu dojść do jego łóżka, rozebrać się i na koniec przykrywam go kołdrą żeby nie było mu zimno. Jestem pewna że w nocy znowu będzie lać.
-No cóż Danny, do jutra....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz