sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 5 - Wariactwo Dannego

Biegnę do domu Lidii niczym błyskawica. Mijam wychudzonych ludzi z twarzami zombie, ale i też bardzo ładne i łagodne twarze. My w Ósemce jesteśmy całkiem ładni (jakkolwiek to brzmi). Patrzę na malutką piekarnie z małymi babkami Pani Ticket, matki zeszłorocznego trybuta , który z resztą zginął przy rogu obfitości.

Gdy wreszcie staje przed drewnianymi dzwiami i już mam zapukać, słyszę krzyk. Odruchowo wywalam drzwi z zawiasów i wpadam do środka. Moim oczom ukazuje się Danny krzyczący i błagający na kolanach o coś Lidię. 

-Ććććć - odruchowo uciszam Dannego i zniżam się do jego poziomu na podłodze - Co się stało? -staram przebić się przez głos Dannego i pytam Lidię.

-Powiedziałam mu że musi przygotować strój na jutrzejsze dożynki i zaczął mnie prosić na kolanach o to czy może nie pójść. - odpowiedziała Lidia jednocześnie głaskając Dannego i starając się go uciszyć.

-Danny, już w pożądku. - zwracam się już do Dannego i przytulając go staram się go uciszyć.

Po pieciu minutach udaję mi się go uspokoić i posadzić na fotelu. - Chcesz wody Danny? - pytam się go z zatroskaną miną.

Nie, ale nie możesz nic z tym zrobić??? - pyta mnie błagalnie.

Danny, wiesz że nic. - rozkładam ręce. - Ale jutro będziemy przecież cały dzień razem. - mówię łagodnie. - Pójdziemy na dwór, pospacerujemy i... nauczę cię robić robotki - dodaję już z szerokim uśmiechem.

Bo ty robisz takie piękne robótki - mówi Danny rozmarzony - nareszcie nauczę się robić takie jak ty! 

Dobrze Danny, chcesz już iść spać? - pytam wstając na jednym kolanie.

Tak - mówi posłusznie i powoli wstaje.

Pomagam mu dojść do jego łóżka, rozebrać się i na koniec przykrywam go kołdrą żeby nie było mu zimno. Jestem pewna że w nocy znowu będzie lać.

-No cóż Danny, do jutra....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz